piątek, 24 sierpnia 2018

O wielkiej miłości i wielkim pożądaniu. "Tamte dni, tamte noce" André Acimana

"Tamte dni, tamte noce" to jeden z głośniejszych i kontrowersyjnych tytułów ostatnich miesięcy. Książka, którą wielu uważa za najpiękniejszą historię miłosną świata, dla innych jest przykładem pretensjonalnego romansu, jakich wiele na rynku wydawniczym. Początkowo nie miałam zamiaru tej książki czytać, jednak zauroczył mnie zwiastun filmu i to było moją główną przyczyną sięgnięcia po tę książkę. I choć minęły dwa miesiące, odkąd poznałam tę historię, to wciąż mam do niej mieszane uczucia...


Lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Elio to wrażliwy nastolatek, który spędza wakacje w małym i urokliwym włoskim miasteczku. Jego ojcem jest profesor akademicki, który co roku zaprasza jednego doktoranta na lato do swojego domu. W ten sposób Elio poznaje Olivera, z którym połączy go nieoczekiwane, pełne namiętności i pasji uczucie. "Tamte dni, tamte noce" to opis wzajemnej fascynacji dwójki mężczyzn na tle pięknego, włoskiego krajobrazu.

André Aciman wykreował niesamowite tło. Czytając tę książkę miałam ochotę natychmiast przenieść się do tego miasteczka, siedzieć na tej plaży, słuchać szumu fal, zbierać morele, jeździć na długie rowerowe przejażdżki do pobliskiego antykwariatu... Czytając "Tamte dni, tamte noce" niemal czułam zapach rozmarynu i brzoskwiń, a książka sama w sobie jest tak dotyk promieni słońca na skórze. Wspominam o tym już na początku bo dawno nie czytałam książki, która by tak silnie działała na zmysły. 

Odwróć się do mnie ten jeden raz, choćby żartem albo tak, jakby coś ci się w ostatniej chwili przypomniało - coś, co kiedyś znaczyłoby dla mnie wszystko - i tak jak wtedy popatrz mi w oczy, wytrzymaj moje spojrzenie i nazwij mnie swoim imieniem.

Rzeczą, która od razu zwróciła moją uwagę jest bardzo nietypowy i poetycki styl autora. André Aciman konstruuje bardzo długie zdania, pełne wszelakich środków stylistycznych - epitetów, przenośni, porównań etc. Jest w tym języku coś czarującego, jednak z drugiej strony nie do końca mi to momentami odpowiadało. Trzeba być bardzo skupionym, żeby "wyłowić" główną myśl autora i nie zgubić po drodze wątku. Choć z jednej strony bardzo podziwiam literacki kunszt Acimana, książka niestety czasem mnie męczyła i musiałam ją odkładać bo czułam się tym kwiecistym stylem odrobinę przytłoczona.


Trzeba przyznać, że historia Elio i Olivera to dość nietypowy wakacyjny romans. Bardzo wyidealizowany i natchniony, pełen wielkich słów i czynów. Bohaterowie rozmawiają na same wzniosłe tematy, a ich uczucie wydaje się być oderwane od rzeczywistości, jednak mimo tego jest w tej miłości coś czystego, pięknego i niewinnego - a właściwie tak mogłoby być, gdyby nie kilka scen, które w niejednym czytelniku wywołały niemałe zażenowanie (w tym mnie). Nie będę zdradzać szczegółów ale powiem tylko, że momentami miałam ochotę tę książkę odłożyć bo czułam duży niesmak (czuję go nawet teraz, a minęło już trochę czasu odkąd czytałam "Tamte dni, tamte noce"). I nie ma to nic wspólnego z faktem, że książka dotyczy miłości homoseksualnej bo w żadnym wypadku mi to nie przeszkadza. Być może dlatego najbardziej spodobał mi się epilog - jest tak samo pięknie napisany jak cała książka, lecz mniej nachalny i bardziej sentymentalny.

To była szczególna chwila. Jak pokazywanie komuś prywatnej kaplicy, nieznanego nikomu innemu zakątka, miejsca jak plener Moneta, w które przychodzi się samotnie, aby marzyć o innych. To tutaj marzyłem o tobie, zanim pojawiłeś się w moim życiu.

Chciałabym jeszcze wspomnieć o niefortunnym tłumaczeniu tytułu. Po przeczytaniu książki muszę przyznać, że dużo bardziej podoba mi się wersja oryginalna bo dużo lepiej oddaje klimat tej historii. Polski tytuł kojarzy mi się z tanim romansem, sprzedawanym jako dodatek do gazety, już nie mówiąc o tym, że sformułowanie, jakim jest oryginalny tytuł pojawia się w książce kilka razy i ma swoje uzasadnienie, natomiast polskie tłumaczenie już nie.

"Tamte dni, tamte noce" nie zachwyciło mnie tak, jak tego oczekiwałam ale mimo tego jestem daleka od stwierdzenia, że jest to książka słaba lub niewarta przeczytania. Jest to z pewnością tytuł kontrowersyjny i na tyle popularny, że warto się z nim zapoznać, chociażby po to, żeby wyrobić sobie na jego temat własne zdanie. Ja jestem pewna, że jeszcze kiedyś do tej książki powrócę i zobaczę, czy po kilku latach inaczej odbiorę jej treść.


Tytuł oryginału: Call me by your name | Autor: Andre Aciman | 
Liczba stron: 330 | Wydawnictwo: Poradnia K | Data wydania: 12 stycznia 2018


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz