piątek, 24 sierpnia 2018

O wielkiej miłości i wielkim pożądaniu. "Tamte dni, tamte noce" André Acimana

"Tamte dni, tamte noce" to jeden z głośniejszych i kontrowersyjnych tytułów ostatnich miesięcy. Książka, którą wielu uważa za najpiękniejszą historię miłosną świata, dla innych jest przykładem pretensjonalnego romansu, jakich wiele na rynku wydawniczym. Początkowo nie miałam zamiaru tej książki czytać, jednak zauroczył mnie zwiastun filmu i to było moją główną przyczyną sięgnięcia po tę książkę. I choć minęły dwa miesiące, odkąd poznałam tę historię, to wciąż mam do niej mieszane uczucia...


Lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Elio to wrażliwy nastolatek, który spędza wakacje w małym i urokliwym włoskim miasteczku. Jego ojcem jest profesor akademicki, który co roku zaprasza jednego doktoranta na lato do swojego domu. W ten sposób Elio poznaje Olivera, z którym połączy go nieoczekiwane, pełne namiętności i pasji uczucie. "Tamte dni, tamte noce" to opis wzajemnej fascynacji dwójki mężczyzn na tle pięknego, włoskiego krajobrazu.

André Aciman wykreował niesamowite tło. Czytając tę książkę miałam ochotę natychmiast przenieść się do tego miasteczka, siedzieć na tej plaży, słuchać szumu fal, zbierać morele, jeździć na długie rowerowe przejażdżki do pobliskiego antykwariatu... Czytając "Tamte dni, tamte noce" niemal czułam zapach rozmarynu i brzoskwiń, a książka sama w sobie jest tak dotyk promieni słońca na skórze. Wspominam o tym już na początku bo dawno nie czytałam książki, która by tak silnie działała na zmysły. 

wtorek, 14 sierpnia 2018

Pięć jednosezonowych seriali, które polecam

Jakiś czas temu na bookstagramie pytałam Was, czy lubicie gdy na blogach książkowych pojawiają się posty dotyczące seriali i większość osób odpowiedziała, że tak. Nawet nie wiecie jak mnie to cieszy bo od dawna myślałam o dodaniu tej kategorii do mojego bloga. Mam zdecydowanie dużo do powiedzenia w tym temacie (może nawet za dużo i powinnam dać Nteflixowi ode mnie odpocząć). Poza tym, być może w ten sposób blog nie umrze śmiercią naturalną gdy rozpocznie się rok akademicki bo wtedy zawsze więcej oglądam niż czytam, a tym sposobem będę miała o czym tutaj pisać. Dzisiaj chciałabym przedstawić pięć seriali, które mają jak na razie jeden sezon, a które warto obejrzeć!


1. Grace i Grace // org. Alias Grace // Netflix // 6 odcinków // 45 minut // zakończony

"Grace i Grace" to najnowsza perełka znaleziona na Netflixie. Jest to krótki, sześcioodcinkowy serial, który opowiada historię szesnastoletniej pokojówki pochodzącej z Irlandii, skazanej za podwójne morderstwo (na pracodawcy i drugiej pokojówce). Historia dzieje się w Kanadzie, w latach 40 XIX. wieku. Serial jest ekranizacją książki Margaret Atwood o tym samem tytule, która z kolei opisała prawdziwą historię bo Grace Marks faktycznie istniała i cała ta sytuacja rzeczywiście miała miejsce. Jeśli podobała wam się "Opowieść podręcznej" to jestem pewna, że "Grace i Grace" również wpasuje się w wasz gust. Ja jestem przede wszystkim zachwycona aktorstwem, szczególnie Sarah Gadon (odtwórczyni roli tytułowej Grace) zagrała fantastycznie - jej głos powoduje ciarki na całym ciele, a ostatni odcinek wbił mnie w fotel. Na plus także scenografia, kostiumy, a także piękne zdjęcia i dobrze dobrana muzyka. W tym serialu wszystko jest tak jak być powinno i naprawdę nie mam mu nic do zarzucenia. Teraz jeszcze bardziej mam ochotę siegnąć po książkę (tak, złamałam najważniejszą regułę świata czyli "najpierw książka, potem ekranizacja").

sobota, 4 sierpnia 2018

Nowy świt, nowa pustynia, czyli niech żyje rebelia! "Buntowniczka z pustyni" Alwyn Hamilton

Czy jest tutaj ktoś, kto jeszcze nie słyszał o tej książce lub kogo nie skusił fantastyczny świat Alwyn Hamilton? W ciągu ostatnich dwóch lat w świecie wydawniczym pojawiło się mnóstwo książek fantastycznych, których tłem jest Bliski Wschód. Muszę przyznać, ze bardzo długo podchodziłam do nich z dystansem i wcale nie miałam ochoty ich czytać ale pozytywne recenzje serii autorstwa Hamilton sprawiły, że dałam szansę pierwszej części, czyli "Buntowniczce z pustyni". Czy słusznie? I tak, i nie...


Amani to młoda dziewczyna, która po śmierci matki zamieszkała w domu swojego wuja. Jej największym marzeniem jest wyrwanie się z prowincji i ucieczka do wielkiego miasta. Nie jest to jednak proste bo trzeba pokonać bezkresną pustynię, przepełnioną niebezpiecznymi istotami. Tymczasem w państwie zaczynają pojawiać się rebelianci, którzy wraz z młodym księciem na czele postanawiają powstrzymać tyranię Sułtana. Amani podczas podróży spotyka na swojej drodze pewnego tajemniczego nieznajomego, który sprawi, że plany dziewczyny zmieniają się o sto osiemdziesiąt stopni, a ona sama staje do walki ramię w ramię z rebeliantami.

Każdy, kto obserwuje mojego bloga lub bookstagrama wie, że do książek fantastycznych podchodzę jak pies do jeża. "Buntowniczka z pustyni" miała być przełamaniem tego schematu - obiecałam sobie, ze w tym roku będę czytać tego typu książek dużo więcej niż wcześniej. Skusiłam się na ten tytuł dość przypadkowo bo wpływ na to miała kusząca cena i piękne wydanie. Teraz myślę, że to nie jest dobra książka dla osób, które zwykle nie czytają historii utrzymanych w takim klimacie.

środa, 25 lipca 2018

Podsumowanie kwietnia, maja i czerwca 2018

Nie mogę uwierzyć, że już połowa tego roku za nami! Ta część 2018 roku była dla mnie dużo lepsza pod względem czytelniczym niż pierwsza. W ciągu ostatnich trzech miesięcy łącznie przeczytałam czternaście książek, co daje całkiem niezły (jak na mnie) wynik. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mi się czytać tak samo dużo! Ciężko powiedzieć, która z przeczytanych książek podobała mi się najbardziej. Na pewno z ogromną przyjemnością wróciłam do Harry'ego Potter'a ale poza tym poznałam kilka nowych i ciekawych tytułów - Opowieść podręcznej, Szklany Tron, Kosogłos czy Żniwa zła. Wszystkie te książki zrobiły na mnie ogromne wrażenie i ciesze się, że wreszcie nadrobiłam zaległości. Jestem rozczarowana tylko jednym tytułem, którym jest "Skazany na góry" Denisa Urubki. Czuję, że ten post będzie naprawdę długi, więc lepiej zaparzcie sobie jakąś kawę! 😅


  • Proces, Franz Kafka
Przeczytałam tę książkę i właściwie nie wiem co o niej myśleć. Jest to pozycja mądra i przerażająca zarazem. Podoba mi się ta surrealistyczna wizja sądownictwa, choć nie widzę tutaj zapowiedzi przyszłości. Dla mnie "Proces" pozostaje ciekawie wykreowaną, ponurą historią, która zachwyca oryginalnością. Nie polubiłam się natomiast z głównym bohaterem, który wywoływał we mnie jakieś dziwne uczucie irytacji, spowodowane jego irracjonalnym zachowaniem. Na pewno wrócę do niej za kilka lat bo mam wrażenie, że w "Procesie" nie wszystko jeszcze odkryłam.

  • Żniwa zła, Robert Galbraith
Jak mi tego brakowało! Jestem zakochana w tej serii i zawsze gdy sięgam po kolejny tom wiem, że to nie będzie rozczarowanie. Wątek kryminalny w tej części bardzo mnie zaciekawił i znowu nie udało mi się odkryć prawdy przed głównym bohaterem. W tym miejscu nie mogłabym nie wspomnieć o tym, jak bardzo podziwiam dopracowanie szczegółów w tej książce. Nie jest to żadna nowość bo znam już to doskonale z serii o Harry'm Potterze ale wciąż nie potrafię wyjść z podziwu. Ale to nie wątek kryminalny zachwycił mnie najbardziej lecz ten obyczajowy, związany z życiem prywatnym Strike'a i Robin. A zakończenie... czegoś takiego się nie robi! Ja już przebieram nogami na myśl o czwartym tomie, mam nadzieję że jak najszybciej pojawi się w Polsce.