sobota, 4 sierpnia 2018

Nowy świt, nowa pustynia, czyli niech żyje rebelia! "Buntowniczka z pustyni" Alwyn Hamilton

Czy jest tutaj ktoś, kto jeszcze nie słyszał o tej książce lub kogo nie skusił fantastyczny świat Alwyn Hamilton? W ciągu ostatnich dwóch lat w świecie wydawniczym pojawiło się mnóstwo książek fantastycznych, których tłem jest Bliski Wschód. Muszę przyznać, ze bardzo długo podchodziłam do nich z dystansem i wcale nie miałam ochoty ich czytać ale pozytywne recenzje serii autorstwa Hamilton sprawiły, że dałam szansę pierwszej części, czyli "Buntowniczce z pustyni". Czy słusznie? I tak, i nie...


Amani to młoda dziewczyna, która po śmierci matki zamieszkała w domu swojego wuja. Jej największym marzeniem jest wyrwanie się z prowincji i ucieczka do wielkiego miasta. Nie jest to jednak proste bo trzeba pokonać bezkresną pustynię, przepełnioną niebezpiecznymi istotami. Tymczasem w państwie zaczynają pojawiać się rebelianci, którzy wraz z młodym księciem na czele postanawiają powstrzymać tyranię Sułtana. Amani podczas podróży spotyka na swojej drodze pewnego tajemniczego nieznajomego, który sprawi, że plany dziewczyny zmieniają się o sto osiemdziesiąt stopni, a ona sama staje do walki ramię w ramię z rebeliantami.

Każdy, kto obserwuje mojego bloga lub bookstagrama wie, że do książek fantastycznych podchodzę jak pies do jeża. "Buntowniczka z pustyni" miała być przełamaniem tego schematu - obiecałam sobie, ze w tym roku będę czytać tego typu książek dużo więcej niż wcześniej. Skusiłam się na ten tytuł dość przypadkowo bo wpływ na to miała kusząca cena i piękne wydanie. Teraz myślę, że to nie jest dobra książka dla osób, które zwykle nie czytają historii utrzymanych w takim klimacie.

środa, 25 lipca 2018

Podsumowanie kwietnia, maja i czerwca 2018

Nie mogę uwierzyć, że już połowa tego roku za nami! Ta część 2018 roku była dla mnie dużo lepsza pod względem czytelniczym niż pierwsza. W ciągu ostatnich trzech miesięcy łącznie przeczytałam czternaście książek, co daje całkiem niezły (jak na mnie) wynik. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mi się czytać tak samo dużo! Ciężko powiedzieć, która z przeczytanych książek podobała mi się najbardziej. Na pewno z ogromną przyjemnością wróciłam do Harry'ego Potter'a ale poza tym poznałam kilka nowych i ciekawych tytułów - Opowieść podręcznej, Szklany Tron, Kosogłos czy Żniwa zła. Wszystkie te książki zrobiły na mnie ogromne wrażenie i ciesze się, że wreszcie nadrobiłam zaległości. Jestem rozczarowana tylko jednym tytułem, którym jest "Skazany na góry" Denisa Urubki. Czuję, że ten post będzie naprawdę długi, więc lepiej zaparzcie sobie jakąś kawę! 😅


  • Proces, Franz Kafka
Przeczytałam tę książkę i właściwie nie wiem co o niej myśleć. Jest to pozycja mądra i przerażająca zarazem. Podoba mi się ta surrealistyczna wizja sądownictwa, choć nie widzę tutaj zapowiedzi przyszłości. Dla mnie "Proces" pozostaje ciekawie wykreowaną, ponurą historią, która zachwyca oryginalnością. Nie polubiłam się natomiast z głównym bohaterem, który wywoływał we mnie jakieś dziwne uczucie irytacji, spowodowane jego irracjonalnym zachowaniem. Na pewno wrócę do niej za kilka lat bo mam wrażenie, że w "Procesie" nie wszystko jeszcze odkryłam.

  • Żniwa zła, Robert Galbraith
Jak mi tego brakowało! Jestem zakochana w tej serii i zawsze gdy sięgam po kolejny tom wiem, że to nie będzie rozczarowanie. Wątek kryminalny w tej części bardzo mnie zaciekawił i znowu nie udało mi się odkryć prawdy przed głównym bohaterem. W tym miejscu nie mogłabym nie wspomnieć o tym, jak bardzo podziwiam dopracowanie szczegółów w tej książce. Nie jest to żadna nowość bo znam już to doskonale z serii o Harry'm Potterze ale wciąż nie potrafię wyjść z podziwu. Ale to nie wątek kryminalny zachwycił mnie najbardziej lecz ten obyczajowy, związany z życiem prywatnym Strike'a i Robin. A zakończenie... czegoś takiego się nie robi! Ja już przebieram nogami na myśl o czwartym tomie, mam nadzieję że jak najszybciej pojawi się w Polsce. 

czwartek, 19 lipca 2018

Skazany na nudę...? Czyli kilka słów o "Skazanym na góry" Denisa Urubko

Książki o górach to jak na razie moje największe tegoroczne odkrycie. Gdy przeczytałam biografię Jerzego Kukuczki, wiedziałam że chcę więcej i od razu zabrałam się do wyszukiwania kolejnych tytułów o Himalajach i Karakorum. Biografię Denisa Urubko znalazłam na Warszawskich Targach Książki i kupiłam ją mimo tego, że czytałam wiele negatywnych opinii na jej temat. Czy się z nimi zgadzam? Z bólem serca muszę przyznać, że tak bo "Skazany na góry" to jak na razie największe książkowe rozczarowanie 2018 roku.


Kim jest rosyjski himalaista Denis Urubko? Myślę, że to nazwisko znają już wszyscy, szczególnie po styczniowych wydarzeniach na Nanga Parbat i narodowej wyprawie na K2, która zupełnie nagle znalazła się na językach wszystkich Polaków. Denis Urubko to pierwsza liga światowego himalaizmu i zdobywca licznych, najbardziej prestiżowych nagród. W swojej książce "Skazany na góry" umieścił kilkanaście opowiadań, które pisał na różnych etapach swojego życia.

Pierwszym i chyba najważniejszym problemem jaki mam z tą książką jest to, że jest niestety przeraźliwie nudna. Nie przypominam sobie nawet jednej historii napisanej przez Urubkę, która by mnie wciągnęła i którą zapamiętałabym na dłużej. Autor kompletnie nie potrafi zainteresować czytelnika swoimi opowiadaniami. Cała książka zlewa mi się w całość i jedyną rzeczą jaką pamiętam z lektury tego tytułu, jest to jak odliczałam strony do końca. W "Skazanym na góry" można znaleźć mnóstwo dygresji i filozoficznych przemyśleń, które sprawiły, że miałam wrażenie jakbym czytała słabo napisany pamiętnik.

poniedziałek, 25 czerwca 2018

O dziewczynie, która potrafi zabijać, czyli "Szklany tron" Sarah J. Maas

Moje podejście do fantastyki jest dużo mniej entuzjastyczne niż u większości ludzi. Zawsze podchodziłam do tych książek z rezerwą bo obawiałam się, że nie do końca mi się spodobają albo że do mnie nie trafią. W tym roku jednak zdecydowałam się, że dam temu gatunkowi szansę i stało się jasne, że muszę sięgnąć po "Szklany tron" bo jest to jedna z najbardziej zachwalanych serii, jakie znam. Muszę przyznać, że rozumiem ten zachwyt i mimo, że nie nie była to jedna z najlepszych książek jakie czytałam w życiu, to dobrze się przy niej bawiłam.


Celaena Sardothien była bardzo znaną zabójczynią ale została schwytana i skazana na morderczą pracę w kopalni soli w Endovier. Pewnego dnia spotyka się z nią sam książę Dorian, następca tronu, składając nietypową propozycję. Dziewczyna ma szansę odzyskać wolność, jeśli stanie do walki w turnieju o tytuł królewskiego zabójcy. Zwyciężyć i przeżyć może tylko jedna z dwudziestu czterech osób. Dziewczyna nie ma jednak nic do stracenia i pod okiem Chaola, dowódcy straży, rozpoczyna starania o tytuł królewskiej zabójczyni. W międzyczasie dochodzi jednak do tajemniczych zbrodni - giną uczestnicy turnieju. Czy Celaena odkryje prawdę, zanim sama stanie się ofiarą?

To pierwsza książka od dawna, której bohaterowie mnie nie irytowali. A byłam na to przygotowana bo od wielu osób słyszałam, że głównej bohaterki nie da się lubić. No cóż, ja się nie do końca z tym zgadzam. Być może Celaena nie jest moją ulubioną postacią ze "Szklanego tronu" bo czasem jest bardzo arogancka ale mimo tego bardzo ją polubiłam. Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów to Dorian i Chaol totalnie skradli moje serce i obu uwielbiam i nie mogę się doczekać co ich czeka w kolejnych tomach... chociaż biorąc pod uwagę, że Maas jest znana  tego, ze łamie czytelnikom serca, to może czas się zacząć obawiać o ich życia.